Leżymy w łóżku, K. dobiera się do mnie, przekomarzamy się, ja próbuję się wymknąć, żeby nie było za łatwo.
K. stwierdza w pewnym momencie:
- Następnym razem muszę kupić kajdanki i Cię unieruchomić, bo strasznie się wiercisz!
Chwilę później.
- Albo w sumie przywiozę z domu, bo mam gdzieś w szufladzie.
Ja:
- Mogę powidzieć coś "za daleko"?
- Możesz.
- To może lepiej kup te kajdanki, bo nie wiem ile się przez te Twoje kobiet przewinęło!