Dziwnym trafem przegapiłam ogólnopolską akcję wydawców, którzy zamykają dostęp do bezpłatnych treści w internecie.
To znaczy coś oczywiście obiło mi się o uszy, ale myślałam, że droga od słów do czynów jeszcze daleka, a tu otwieram jeden z portali, artykuł urywa się w połowie i pojawia się informacja, że dalszy dostęp tylko po opłaceniu miesięcznego abonamentu.
Zbulwersowana piszę do K.
J: Co za absurdalny pomysł! Kto to niby ma czytać!
K: No ktoś tam będzie pewnie, ale czytelnictwo ambitnych treści spadnie w internecie na łeb na szyję.
J: Nie, no jeszcze żeby to faktycznie były jakieś specjalistyczne naukowe artykuły, to rozumiem. Ale tekst z Poradnika Domowego????!
K: Też tego zupełnie nie widzę i nie mam zamiaru płacić za treści w sieci.
J: No wiadomo!
K: To tak jakbym ciupcianie miał za darmo, a musiał płacić za pieszczenie cycuszka!
Po chwili:
J: Hm, a może to niezła opcja w sumie. Może ja się zastanowię nad tymi opłatami....;-)
K: Ale nasza dyskusja powinna prowadzić Cię do prostych wniosków: skoro w internecie masz coś płatnego, to rezygnujesz i szukasz dalej, więc lepiej nie wprowadzaj żadnych opłat, bo będę zmuszony poszukać gdzie indziej.
Kurtyna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz