Prowadzimy ożywioną dyskusję na temat koleżanek K. Ja oczywiście udaję nadmiernie zazdrosną, co trochę irytuje K., bo - jak mówi- ma złe wspomnienia.
K.: Kochanie, bo jak Ty mi zaczniesz zabraniać spotykać się z koleżankami, to w naszym związku może nie być tak fajnie jak jest.
J.: Mhm...
K.: Kochanie, ale to są moje koleżanki! Ja z żadną z nich nie spałem! Musisz akceptować moje koleżanki, z którymi nie sypiam.
(Po chwili)
A tych z którymi sypiam nie musisz.
niedziela, 18 listopada 2012
Prywatny stylista
Leżymy w łóżku. K. zachwyca się moim nowym płaszczykiem, który dostałam od niego w prezencie.
Ja trochę fochuję, bo to sugeruje, że dotychczasowy płaszczyk był do bani.
Co potwierdza następna wypowiedź K.:
- Ale pięknie w nim wyglądasz!!! Normalnie odmładza Cię o jakieś 20 lat i wreszcie wyglądasz jak sexy studentka politologii, a nie jak... (tu chwila zastanowienia)...a nie jak pracownica GS-u!
Kochany chłopak.
Ja trochę fochuję, bo to sugeruje, że dotychczasowy płaszczyk był do bani.
Co potwierdza następna wypowiedź K.:
- Ale pięknie w nim wyglądasz!!! Normalnie odmładza Cię o jakieś 20 lat i wreszcie wyglądasz jak sexy studentka politologii, a nie jak... (tu chwila zastanowienia)...a nie jak pracownica GS-u!
Kochany chłopak.
wtorek, 13 listopada 2012
Grunt to szczerość
Eksperymentuję w kuchni. K. dawno temu zakomunikował, że jest bardzo wybredny, mało co lubi i w zasadzie smakuje mu najbardziej tradycyjna kuchnia i rzeczy które zna.
Przyznaję, że byłam tym faktem troszeczkę zmartwiona, ale na szczęście do tej pory udawało mi się zawsze wybronić, gotowanie całkiem nieźle mi wychodzi.
Postanowiłam jednak zaryzykować i przyrządzić coś nowego.
Jemy.
Ja: I co? Bardzo niedobre?
K: Nie no dobre, ale to po prostu nie do końca mój smak.
Ja: Ale da się zjeść?
K: No da da. Ale wiesz, ze mną trzeba jak z dzieckiem. Nie smakuje, to sam sobie rób.
J: Ale to tak wiesz, nie fajnie. Lubię dla Ciebie gotować. A poza tym co? Będziesz jadł na mieście jak Ci nie będzie smakować moja kuchnia?
K: No...na mieście, albo...u innej!!!
No tak :)
Przyznaję, że byłam tym faktem troszeczkę zmartwiona, ale na szczęście do tej pory udawało mi się zawsze wybronić, gotowanie całkiem nieźle mi wychodzi.
Postanowiłam jednak zaryzykować i przyrządzić coś nowego.
Jemy.
Ja: I co? Bardzo niedobre?
K: Nie no dobre, ale to po prostu nie do końca mój smak.
Ja: Ale da się zjeść?
K: No da da. Ale wiesz, ze mną trzeba jak z dzieckiem. Nie smakuje, to sam sobie rób.
J: Ale to tak wiesz, nie fajnie. Lubię dla Ciebie gotować. A poza tym co? Będziesz jadł na mieście jak Ci nie będzie smakować moja kuchnia?
K: No...na mieście, albo...u innej!!!
No tak :)
sobota, 3 listopada 2012
Ch...
Jedziemy samochodem. W radiu akurat mówią o tym jak zabić nudę w aucie, gdy stoi się w korku. Proponują gry typu: wymieniamy zwierzęta na daną literę lub mówimy słowo rozpoczynające się na literę na którą skończyło się słowo podane przez poprzednika.
Postanawiamy zagrać w tą drugą grę. Po kilku wymianach pada słowo "materac".
J: A czy może być coś na "cz" czy tylko na "c"
K: Oczywiście, że może. Liczy się tylko pierwsza litera, a co potem jest nieistotne. Czyli może być "cz" lub "ch" i temu podobne.
J: No to "chuj"!
Szczerze to nawet ja się takiego rozwoju gry nie spodziewałem.
Postanawiamy zagrać w tą drugą grę. Po kilku wymianach pada słowo "materac".
J: A czy może być coś na "cz" czy tylko na "c"
K: Oczywiście, że może. Liczy się tylko pierwsza litera, a co potem jest nieistotne. Czyli może być "cz" lub "ch" i temu podobne.
J: No to "chuj"!
Szczerze to nawet ja się takiego rozwoju gry nie spodziewałem.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)